Kolbuszowa obudziła się wcześnie. Zdecydowanie za wcześnie. Piąta rano to czas, gdy większość mieszkańców jeszcze spała, przewracała się na drugi bok albo dopiero szykowała pierwszą kawę. Wtedy to w jednym z pomieszczeń Starostwa Powiatowego wydarzyło się coś, co nie bardzo pasuje ani do regulaminu urzędu, ani do powagi instytucji publicznej.
W biurze Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Kolbuszowej wyświetlono film. Nie szkoleniowy, nie instruktażowy; nie mający nic wspólnego z bezpieczeństwem mieszkańców, zagrożeniami ani procedurami.
Piąta rano
Taki, którego nikt rozsądny nie spodziewałby się zobaczyć w miejscu, które z definicji ma być gotowe na sytuacje graniczne.
Wyświetlany obraz był na tyle duży, że jego światło i treść docierały niemal do poczekalni dworca autobusowego i peronów. Skala zdarzenia nie pozostawiała wątpliwości — to nie był przypadek, którego nikt nie zauważy.
To nie jest już miejska plotka. Sprawą zajęli się dziennikarze lokalni i ogólnopolscy. Fakty krążą w przestrzeni publicznej, komentarze narastają, a atmosfera wokół starostwa gęstnieje.
Co istotne, nie ma wątpliwości co do realności samego nagrania. I być może to jedyny element tej historii, który nie budzi sporów.
Z ustaleń medialnych wynika, że wszystkie poszlaki prowadzą do osoby zatrudnionej w starostwie — kierownika Powiatowego Centrum Zarządzania Kryzysowego, jednocześnie inspektora do spraw obronności i zarządzania kryzysowego.
Podkreślmy wyraźnie: mówimy o ustaleniach dziennikarskich, nie o wyrokach. Felieton nie oskarża. Felieton zadaje pytania. A tych w tej sprawie nie brakuje.
Co robił pracownik starostwa w pracy, kiedy na zegarze wybiła piąta rano? Dlaczego użyto rzutnika — bo warto zaznaczyć, że nie chodziło ani o wielki telewizor, ani o żadną sztuczną inteligencję, lecz o zwykły projektor? I dlaczego akurat o tej porze?
Odbijanie piłeczki
Starostwo próbuje odbijać piłeczkę. Raz winna ma być technologia, innym razem sprzęt, jeszcze innym bliżej nieokreślone okoliczności.
Tymczasem część mieszkańców dziwi się, że ktoś w ogóle mógł być w urzędzie tak wcześnie. I tu dochodzimy do pierwszego nieporozumienia.
Powiatowe Centrum Zarządzania Kryzysowego działa przecież dwadzieścia cztery godziny na dobę. Dyżury nocne nie są tam fanaberią, lecz obowiązkiem. Osoba kierująca takim centrum ma dostęp do kluczy — a właściwie do pełnego ich zestawu. Sama obecność w pracy o piątej rano nie jest więc niczym nadzwyczajnym.
Nadzwyczajne jest to, czym w tym czasie zajmowało się centrum, które powinno być gotowe na wszystko.
Bo zarządzanie kryzysowe nie jest od tego, by coś działo się w pomieszczeniu. Jest od tego, by nic złego nie działo się ludziom.
Zarządzanie kryzysowe
I w tym miejscu warto postawić pytanie znacznie szersze niż jedno nagranie. Poranek z rzutnikiem nie jest problemem samym w sobie. Jest raczej symbolem. Metaforą tego, jak w Kolbuszowej rozumiane są priorytety.
Jeżeli ktoś ma jeszcze wątpliwości, czy w Kolbuszowej zarządzanie kryzysowe działa, wystarczy cofnąć się o kilka tygodni.
W grudniu wielu mieszkańców powiatu borykało się z długotrwałym brakiem dostępu do energii elektrycznej. Gospodarstwa domowe, małe firmy, osoby starsze. Informacja była szczątkowa. Komunikacja chaotyczna. Niedomówień więcej niż konkretów. Mieszkańcy dowiadywali się więcej z Facebooka niż z oficjalnych komunikatów.
W sytuacji kryzysowej nie chodzi tylko o samą awarię. Chodzi o reakcję. O koordynację. O jasny, spokojny przekaz. A tego zabrakło. Centrum, które powinno spinać informacje i uspokajać sytuację, było praktycznie niewidoczne.
Styczeń przyniósł kolejne problemy. Obfite opady śniegu. Trudne warunki na drogach. I znów powtarzający się schemat: słabo odśnieżane trasy, brak logicznego planu, chaos kompetencyjny między gminą a powiatem. Jedni czekali na drugich.
Starostwo Powiatowe i gmina nie potrafiły porządnie zaplanować działań. A przecież śnieg w styczniu na Podkarpaciu nie jest zjawiskiem nadzwyczajnym. To nie był kataklizm stulecia.
To była zwykła zima. A mimo to system zadziałał tak, jakby był zaskoczony własnym klimatem.
Problem nie polega więc na tym, że ktoś obejrzał coś nieodpowiedniego. Problem polega na tym, że w instytucji stworzonej do reagowania na realne zagrożenia najwyraźniej zabrakło poczucia hierarchii spraw. Energii i uwagi, które powinny być skierowane na bezpieczeństwo mieszkańców, zabrakło tam, gdzie były najbardziej potrzebne.
Społeczeństwo spokojne
Powiat kolbuszowski ma jeszcze jedną cechę, o której rzadko się mówi. To społeczeństwo wyjątkowo spokojne. Ciche. Niewywrotowe.
Ludzie narzekają w domach, przy kuchennych stołach, w rozmowach między sobą. Rzadko jednak wywierają realną presję. Mamy też — nie da się ukryć — sporo wzajemnej zawiści.
Ktoś komuś czegoś zazdrości, ktoś komuś coś wypomina. Ale ta energia nigdy nie zamienia się w obywatelską kontrolę władzy.
Brakuje protestów, masowego „sprawdzam” i wyraźnego sygnału: to nie jest w porządku.
I to jest wygodne. Dla decydentów. Bo społeczeństwo, które nie wymaga i szybko się przyzwyczaja, pozwala na trwanie bylejakości.
Inwestorzy też to widzą
To wszystko nie pozostaje bez konsekwencji. Kolbuszowa ma własne podstrefy ekonomiczne większego systemu SSE Euro-Park Mielec, ale wciąż nie ma inwestycji na miarę potencjału.
Inwestorzy widzą więcej, niż się wydaje. Widzą chaos decyzyjny i brak współpracy między instytucjami. Widzą brak węzła na autostradzie A4 i bez realnego skomunikowania z dużymi ośrodkami.
Widoczne jest tu też coś jeszcze: brak presji społecznej, brak zaplecza kompetencyjnego, brak wykwalifikowanych pracowników. A to zawsze sygnał ostrzegawczy. Bo tam, gdzie mieszkańcy nie rozliczają władzy, problemy ciągną się dekadami.
Instytucje, które budują markę
I tu dochodzimy do kolejnego paradoksu. Są instytucje, które budują dobrą markę miasta. Tyle że nie podlegają ani gminie, ani starostwu.
Najlepszym przykładem jest Muzeum Kultury Ludowej w Kolbuszowej — instytucja podległa marszałkowi województwa podkarpackiego. Być może właśnie dlatego rozwija się konsekwentnie, profesjonalnie i z pomysłem. To tam kręcony jest serial „1670”, hit platformy Netflix.
Serial, który w krzywym zwierciadle pokazuje relacje władzy: dwa dwory, lud prosty i absurdalne układy. Twórcy mówią, że to fikcja, satyra. Ale trudno nie odnieść wrażenia, że współczesna Adamczycha ma dziś bardzo konkretny adres.
Mamy lud spokojny, pracujący nie na pańszczyźnie, lecz za najniższą krajową. Mamy dwa dwory — Starostwo oraz Urząd Miasta i Gminy. Dwie władze w jednym mieście, które rzadko mówią jednym głosem. I dwóch włodarzy, którzy — choć rozmawiają — przypominają bardziej serialowych Jana Pawła i Bogdana niż sprawnych menedżerów.
Starostwo Powiatowe poinformowało o wszczęciu wewnętrznej kontroli i do czasu jej zakończenia nie chce udzielać dodatkowych informacji. Stosowny komunikat pojawił się zarówno na stronie urzędu, jak i w przekazach medialnych.
Formalnie wszystko się zgadza. Procedura została uruchomiona, sprawa ma zostać sprawdzona.
Pozostaje jednak pytanie, czy po zakończeniu tej kontroli mieszkańcy poznają jej wyniki, czy też temat zostanie uznany za zamknięty, bo minął czas emocji i zainteresowania mediów.
Niesmak budzi również sposób, w jaki sprawa została skomentowana przez starostę w Radiu Leliwa. Zamiast tonu wyjaśniającego, wielu słuchaczy mogło odnieść wrażenie lekceważenia problemu — oraz samych mieszkańców.
A przecież w takich sytuacjach nie chodzi o obronę urzędu za wszelką cenę, lecz o elementarny szacunek dla opinii publicznej i odpowiedzialną komunikację. Tym bardziej że Radio Leliwa jest medium szeroko obecnym w przestrzeni publicznej regionu, słuchanym m.in. w sklepach, instytucjach i budynkach użyteczności publicznej.
Co dalej, Kolbuszowa?
Zostawmy w sferze domysłów, jaka będzie kolejna afera. Jedno wydaje się pewne: jeśli się pojawi, znów będzie dotyczyć moralności, odpowiedzialności albo granic przyzwoitości. Z tego Kolbuszowa, niestety, „zasłynęła” w ostatnich latach.
Być może w starostwie pojawią się nowe rolety. Nowoczesne, szczelne, dobrze dobrane. Pytanie tylko, czy zasłonią one jedynie okna, czy także problem, który od dawna narasta.
Bo Kolbuszowa to nie jest złe miejsce. To miejsce, w którym system nie działa — i nie ma prawa nie działać. A gdy system zawodzi, zawsze ktoś traci. Najczęściej zwykli mieszkańcy.
Kryzysy w Kolbuszowej nie zaczynają się wtedy, gdy gaśnie światło albo spada śnieg. One zaczynają się wcześniej. Wtedy, gdy instytucje przestają traktować swoją rolę poważnie.
Zwłaszcza wtedy, gdy kryzys przychodzi nocą.
Albo o piątej rano.




![Piąta rano w starostwie, czyli godzina prawdy Nowy rok, nowa mapa. Powiat kolbuszowski jednak bez zmian [SZKLANYM OKIEM] - zdjęcie główne.](https://kolbuszowalokalnie.pl/wp-content/uploads/2025/12/Szklanym-Okiem-768x432.jpg)





2 komentarze
W punkt…
Wystarczy spojrzeć co ma w herbie Kolbuszowa i wszystko jasne sodomia i gomoria