„Mściciel” – postrach nazistów, sowietów i ubeków

„Mściciel” – postrach nazistów, sowietów i ubeków

Dowodził oddziałem, przez który przewinęło się około 160 osób. Bali się go Niemcy, Sowieci i bandyci, przed którymi bronił ludność cywilną. Wojciech Lis „Mściciel” zginął dokładnie 73 lata temu, 30 stycznia 1948 roku, podczas snu z ręki zdrajcy.

Wojciech Lis urodził się w 1913 r. w Ostrowach Tuszowskich. Był synem gajowego, wyśmienitym strzelcem, odpornym na głód, chłód i stres. Miał też silną osobowość i mocny charakter. Te wszystkie cechy pomogły mu potem stać się legendą.




Doskonały strzelec

We wspomnieniach Mieczysława Szwanenfielda czytamy, że „za młodu Wojtek był wspaniałym strzelcem, znał las i zwierzynę.

Gdy gdzieś w okolicy była jakaś kradzież lub rabunek, to policja zawsze zabierała właśnie jego. Pamiętam różne historie z jego aresztowaniem…”

Tuż po napaści hitlerowskich Niemców na Polskę Lis zaczął zbierać porzucaną broń.

– „Ludzie zdejmowali z zabitych żołnierzy i zabierali płaszcze, buty, pasy, a Wojtek brał karabiny, ile tylko mógł udźwignąć – pisał Szwanenfield. – W początkowym okresie okupacji zajmował się pędzeniem znakomitej samogonki. Miał również swoje różne kryjówki”.

Hitlerowska okupacja była ciężkim czasem, szczególnie dla młodych ludzi. Czekała ich wywózka na roboty do Rzeszy. Ta perspektywa zmusiła naszego bohatera do zatrudnienia się w firmie zajmującej się budową dróg. Jednak już w trzecim dniu doszło do konfliktu miedzy nim a niemieckim oficerem.

Mściciel…

W pewnym momencie żołnierz wymierzył mu policzek, a kiedy próbował to zrobić ponownie, Lis odbił jego rękę tak silnie, że hitlerowiec omal nie upadł. wyrwał mu z kabury pistolet i skoczył w zarośla leśne. Mimo ostrzału uszedł pościgowi.




Naziści zdemolowali dom jego rodziców, starając się wymusić wskazanie miejsca przebywania syna.

– Ten epizod mocno utkwił w jego psychice, stając się jednym z głównych przesłanek jego walki – twierdzi Marian Piórek, historyk z Weryni.

Lis przeprowadzał drobne akcje dywersyjne, polował na pojedynczych żołnierzy Wermachtu, których jednak nie zabijał, tylko rozbrajał i puszczał wolno, niekiedy w samej bieliźnie. Najpierw działał samodzielnie, później zebrał ochotników i zorganizował z nich oddział.

Obok „Jędrusia” Władysława Jasińskiego „Mściciel” należał do najbardziej poszukiwanych przez Gestapo ludzi. „Zapłaciła” za to jego rodzina.

W sierpniu 1942 r. Niemcy dotarli do jego wsi, zabierając ojca, dwóch nieletnich braci i dwie siostry. Wszystkich zapędzono na cmentarz w Ostrowach Tuszowskich i rozstrzelano. Wieść o mordzie rozeszła się po całej okolicy.

Akcja “Burza”

To jednak nie załamało Lisa. Głośnym echem odbiła się likwidacja szefa Gestapo i jego adiunkta. Obaj zginęli z rąk Lisa w lasach koło Szydłowca.

– Miał dużo szczęścia, wielokrotnie udawało mu się ujść z gęstej strzelaniny nie został nawet draśnięty kulą – mówi Marian Piórek. – Znał trakty leśne, szczególną jego zaletą była niezawodność strzału, potrafił trafić do celu w półmroku. Cechowała go odwaga i poczucie przyjaźni




Po wkroczeniu Armii Czerwonej, latem 1944 r., Lis podjął współdziałanie z nią w ramach akcji „Burza”, ułatwiając im zajęcie Mielca wraz z zakładami Wytwórni Sprzętu Komunikacyjnego bez zniszczeń (WSK było gotowe do wysadzenia w powietrze).

Nie wyraził jednak zgody na współpracę. To przesądziło o jego aresztowaniu przez NKWD. Trafił do więzienia w Mielcu, skąd udało mu się zbiec, ogłuszając wartownika.

Lis zrozumiał też, że sowieci i komuniści nie różnią się niczym od niemieckich okupantów, z którymi tak zaciekle walczył. Dlatego wrócił do lasu, zbierając swoich dawnych żołnierzy, przyjmując ochotników. Jego oddział mocno dawał się we znaki komunistom. Lis posiadał w ubecji własną siatkę wywiadowczą, Dzięki temu wiedział o wszystkich akcjach.

Razem z “Zaporą”

W połowie 1946 r. oddział “Mściciela” stał się częścią zgrupowania Wolność i Niezawisłość dowodzonego przez legendarnego Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Przez oddział „Mściciela” przewinęło się około 160 osób, przeprowadzono ok. 200 akcji przeciwko komunistom. Na przełomie 1947/48 r. Lis dał rozkaz do rozejścia się.




Jego liczny dotychczas odział rozproszył się. W styczniu 1948 r. ukrywali się już tylko Wojciech Lis i jego najwierniejszy z wiernych żołnierzy – Konstanty Kędzior. Dotarł do nich dawny partyzant i znajomy “Mściciela” – pozyskany przez komunistów – Wojciech Paluch. Za jego namową obaj partyzanci przeszli do leśniczówki w Paterakach, gdzie podczas snu zostali zamordowani przez Palucha.

„Mściciel” – postrach nazistów, sowietów i ubeków

Nazajutrz upozorowano wielką obławę, po czym ciała zamordowanych przewieziono do UB w Mielcu. Paluch za swój “czyn” dostał 2000 zł oraz kupon na garnitur i skórę na buty z cholewami.

Zwłoki zamordowanych partyzantów zakopano na śmietniku milicji w Mielcu. W 1992 roku odnaleziono je, ekshumowano i przeniesiono na cmentarz parafialny w Mielcu. Dziś „Mściciel” jest bohaterem, legendą i symbolem niezłomności.

Stał się legendą

Dr Mirosław Surdej, autor książki „Oddział Partyzancki Wojciecha Lisa 1941-1948”, podkreśla, że „Mściciel” od początku swej walki stawał w obronie lokalnej ludności, za co zapłacił życiem:

– Zabito mu ojca i siostrę, dwukrotnie spalono też jego dom rodziny. Po jego skrytobójczej śmierci w 1948 r., jego rodzina została poddana represjom przez komunistów, w wyniku czego musiała opuścić na zawsze rodzinne strony.




W podobnym tonie wypowiada się Marian Piórek:

– Nie dbał o siebie, o swój majątek, nie miało to dla niego znaczenia. On naprawdę troszczył się o ludzi. Chronił ich przed Niemcami, komunistami i okolicznymi bandytami z lasów.

„Mściciel” – postrach nazistów, sowietów i ubeków

Bądź pierwszy, który skomentuje ten wpis

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.




Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.